Create Your Taste

Ostatnio spotkała mnie mała niespodzianka. Odezwała się do mnie firma zajmująca się organizowaniem eventów z prośbą o przesłanie mojego korespondencyjnego adresu potrzebnego im do wysłania mi zaproszenia na jakieś wydarzenie w Kielcach.
Nim udało mi się jednak dowiedzieć więcej o jaką imprezę chodzi już do moich drzwi zapukał kurier i dostarczył mi ów elegancki „kwitek”.
Ku mojemu zaskoczeniu zapraszającym okazał się McDonald’s a ich VIP Party dotyczyć miało nowej oferty produktowej…
Nim jednak wspomnę o tym szerzej przyznam, że pierwsze co nas zastanowiło to był „klucz” wg którego dobierano gości na imprezę. Śmialiśmy się, że ktoś najwyraźniej pomyślał, iż warto rozejrzeć się wśród osób, które muszą lubić jeść a co za tym często idzie będących „plus size”.
Już na miejscu okazało się jednak, że „kluczem” wyboru „VIP-ów” była jednak raczej lokalizacja, a na imprezie spotkaliśmy między innymi wielu znajomych lokalnych blogerów.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie nieco rozmachem cała oprawa tego wydarzenia. Najbardziej zaś chyba te czerwone dywany prowadzące do wejścia do budynku 🙂

„Create your taste” – to nowość w ofercie McDonald’s polegająca na możliwości skomponowania sobie zupełnie autorskiego burgera. Z pomocą kiosku do samoobsługowego składania zamówień w pięciu krokach wybieramy sobie jego składniki. A później już tylko czekamy przy naszym stoliku, aby kelner doniósł nam do niego nasze zamówienie…
Największą jednak niespodzianką okazało się to, że wbrew temu do czego dotąd przywykliśmy podane nam burgery wyglądały dokładnie jak na zdjęciach je reklamujących a także smakowały baaardzo dobrze!
Wisienką jednak na torcie niespodziewanie okazało się dla nas danie nie będące już ich nowością. Dotąd nie było jednak jakoś okazji spróbować go. A mam tu na myśli ciasteczko z McCafe o nazwie „Czekoladowa magia”… Aby nie zanudzać jednak o nim napiszę tylko, że jego nazwa jest całkowicie adekwatna do jego smaku! :))

Podejrzewam, iż część z Was pomyślała teraz, że osoby plus size powinny szerokim łukiem omijać takiej miejsca. Nim jednak posypią się gromy na mnie powiem, że wg mnie raz na jakiś czas można sobie jednak i na takie małe grzeszki pozwolić…
W końcu z umiarem wszytko jest dla ludzi i jeśli nie mamy tendencji do upadlania się przesadnie czymś to nie ma potrzeby jakiegoś ciężkiego terroru do swojej diety na siłę wprowadzać. Ja zresztą zawsze lubiłam próbować wszelkich nowości (także tych kulinarnych) po to choćby, aby móc wyrobić sobie o nich własną opinię.

Na zakończenie jako ciekawostkę dodam jeszcze tylko, że Kielce są 2 miastem w Polsce w którym McDonald’s otwarł lokal z taką ofertą. Po raz pierwszy została ona zaś wprowadzona w Warszawie, gdzie na tę chwilę już 3 takie lokale funkcjonują.

 

Makijaż makijażowi nie równy!

Na ogół mój codzienny makijaż nie jest bardzo skomplikowany. Chociaż posiadam ok. 2 razy większą ilość kolorowych kosmetyków od moich sióstr to na zwykle nie lubię przesadzać z makijażem. Cenię sobie naturalne piękno czyli urodę podkreśloną w taki sposób, aby pokazać to co w każdej twarzy jest atutem. Jeśli więc mamy np. piękne oczy to trzeba je w szczególności podkreślić i sprawić, aby to one były głównym „magnesem” na naszej twarzy.

Makijażem głębiej zaczęłam się interesować jakieś 8-9 lat temu. Przeszukiwałam gazety z których wycinałam sobie dla inspiracji zdjęcia pięknie umalowanych oczu. Jednak boom mojej intensywniejszej i wnikliwszej fascynacji nim rozpoczął się u mnie wraz z odkryciem filmików traktujących o tej tematyce na You Tube. Potrafiłam godzinami oglądać dziewczyny i przenosić ich dzieła na swoją twarz. Myślę, że to był świetny sposób, aby dowiedzieć się co mi pasuje, w czym czuję się dobrze a w czym na pewno nie. Przekonałam się też, że nie trzeba do tego używać wszystkich kosmetyków, które się akurat posiada. 🙂

Dużo wcześniej mój makijażowy zasobnik składał się nie zawsze z dobrze kolorystycznie dobranego podkładu, błyszczyka, jakiegoś tam prostego zestawu cieni i tuszu do rzęs.
Myślę, że jeśli chodzi o samą ilość kosmetyków to nie było aż tak źle i obecny zestaw basicowy, którego używam najczęściej, powiększył się u mnie tylko o kilka rzeczy. Teraz w mojej kosmetyczce znajdują się jeszcze dodatkowo cienie do brwi, puder sypki, bronzer, róż z rozświetlaczem oraz czarna kredka. Jeśli gdzieś wychodzę na wieczór lub jest jakaś specjalna okazja to wtedy mogę poszaleć z makijażem i mieć na sobie a raczej na oczach swoich to co lubię – czyli doklejone sztuczne rzęsy 🙂

Jednak trzeba mieć na uwadze, że na nic się zdadzą najlepsze kosmetyki, drogie szminki, podkłady jeśli nasza skóra będzie zaniedbana, szara i zmęczona.

Także pamiętajmy, aby najpierw zadbać o „płótno”, aby na nim mógł powstać piękny obraz!

Poniższe zdjęcia zostały zrobione na lekcji makijażu organizowanej przez perfumerię Douglas na której konsultantki pomagały każdej uczestniczce dobrać odpowiedni kosmetyk tak, aby pasował on do jej typu skóry i odcienia karnacji oraz koloru oczu. Każda z nas mogła wypróbować sobie zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jak i kolorówkę. Myślę sobie, że fajnie by było, gdyby każda kobieta miała możliwość odbycia takiej lekcji z kimś, kto mógłby jej doradzić w czym wygląda najlepiej, czego powinna używać, gdzie i co nakładać a niewątpliwie zapobiegło by to wielu makijażowym wpadkom…

 

Konferencja Branży Plus Size w Warszawie

23 października odbyła się w Warszawie Pierwsza Konferencja Branży Plus Size. Na zaproszenie organizatorek miałam przyjemność być jedną z prelegentek panelu dyskusyjnego blogerek plus size.
Z dyskusji, która planowana była na pół godzinki wnet zrobiło nam się 1,5 h 🙂

Wśród wielu tematów jakie poruszałyśmy znalazły się m.in.:

  • skąd wzięły się nasze potrzeby prowadzenia blogów
  • reakcje naszych czytelników na to co publikujemy (przyjaźni fani i „hejterzy”)
  • samoakceptacja swojego wyglądu
  • moda plus size (co lubimy i czego nam brakuje na rynku)
  • problemy monetyzacji naszych działań (współpraca z producentami odzieży i kosmetyków)
  • inne bolączki świata plus size
  • i na zakończenie panelu ciekawe pytanie od publiczności o nasze marzenia.

Ponadto podczas konferencji odbyło się wiele innych wystąpień przewidzianych w programie (www.konferencjaplussize.pl/program).

Cała impreza przebiegła w miłej, przyjaznej i kameralnej atmosferze. Szkoda tylko, że wybierają się na takie spotkania jedynie osoby, które aktywnie działają w tematyce plus size. Brakowało mi natomiast na sali osób do których to było kierowane. Osobiście mam wrażenie, iż kręgi osób plus size są dużo bardziej liczebne, co można stwierdzić choćby po ilościach fanów u każdej z blogerek. W mojej ocenie niestety wciąż wiele osób ogranicza się własnymi kompleksami i zamiast wyjść do ludzi chowa w wirtualnym świecie za swoimi monitorami.

Podsumowując, chciała bym ogromnie podziękować organizatorkom (Big bazar i Plus Size Magazine) za chęć organizowania takich spotkań. Warto docenić ich pracę i zaangażowanie, bo organizacja takich imprez wymaga, co by nie powiedzieć masy czasu, zapału i dobrych chęci. Pomimo kilku niedociągnięć (o których już tylko pomówię sobie z organizatorkami), bardzo się cieszę, że takie i podobne spotkania się odbywają i że mam możliwość w nich uczestniczyć.

Poniżej mała fotorelacja z Konferencji.

 

Rób zdjęcia! Czyli chwile z naszego życia zatrzymane na obrazie…

Fotografie to kęsy czasu, które można wziąć do ręki.
Angela Carter

Dlaczego tak wiele osób nie lubi się fotografować? Choć może inaczej – nie znosi oglądać siebie na zdjęciach? Czy tak naprawdę źle na nich wyszli, czy może mają jedynie problem z akceptacją swojego własnego wizerunku? A może tak naprawdę widzą tylko swoje wady? Odpowiedz na to pytanie jest tak naprawdę chyba dość złożona.

Gdy dobrze wyglądamy w swoich oczach czujemy się pewniejsi siebie a tym samym nie szukamy poklasku wokół i nie oczekujemy usilnie akceptacji otoczenia, bo sami znamy swoją wartość. W dzisiejszych czasach kanony piękna ciała kobiecego powodują, że wiele kobiet porównując swoją figurę do tej którą widzi na okładce magazynu, czy też na wybiegu popada w rozpacz.
Ale zastanówmy się, czy te przedstawione nam obrazy są tak naprawdę prawdziwe? Czy większość kobiet które spotykamy na przystanku, czy choćby w sklepie bardziej przypomina nam Anję Rubik czy może ta większość to raczej kobiety przypominające nas samych. Z pewnością skłonicie się ku tej drugiej opcji, że nie ma ludzi idealnych i musicie uwierzyć, że zdjęcia którymi karmą nas gazety bardzo odbiegają od rzeczywistości. Widząc „sfotoszopowane” aktorki, wychudzone długonogie modelki, idealne do granic możliwości ciała można nabawić się sporych kompleksów. Porównując zaś zdjęcie swojego ciała z takim z bilbordu lub z prasy często mamy ochotę podrzeć je na kawałki bądź schować głęboko w szufladzie tak, aby nikt nie mógł zobaczyć jak bardzo odstajemy od perfekcyjnego wizerunku. W głowie wtedy pojawia się nam nieustająca pogoń za nieskazitelnym ciałem i niechęć do tego jakie mamy obecnie – taka wielka, że nie pozwala nam ona na wykonanie chociażby kilku zdjęć, aby czasem nie udokumentować siebie w tej gorszej wersji.

Aby zmienić swoje nastawienie do fotografowania własnej osoby musimy przestać być dla siebie tak surowi. Patrząc na zdjęcie nie powinniśmy skupiać się tylko na swoich wadach ale także na emocjach. Pomyślmy raczej co wtedy robiliśmy, z kim spędzaliśmy ten czas i czy nam się podobało. Nie kierujmy swojego wzroku na okrąglejsze uda czy nie do końca wypracowany brzuch. Nie myślmy, że akurat nie ustawiliśmy się do zdjęcia bardziej fotogenicznym profilem lub nie wyglądamy tak perfekcyjne jak Jennifer Lopez. Każdy z nas ma gorsze i lepsze chwile w życiu. Jednakże każdy z nas lepiej będzie wyglądał na zdjęciu jeśli podejdzie do niego bez zbędnej „spinki”, tak zwyczajne na luzie i oczywiście z uśmiechem. Przecież nikt raczej nie chce oglądać ponurych twarzy, na siłę wymuszonych póz, bardziej wolimy oglądać osoby, które nas dobrze nastrajają i tworzą wokół siebie pozytywną aurę. Uśmiech powoduje, że inni odbierają nas jako pogodnych i przyjaznych a przede wszystkim jako otwartych ludzi. W trakcie zdjęcia pomyślmy więc o czymś dla nas przyjemnym a niewymuszony uśmiech sam na ustach nam się pojawi i do tego zapewne będzie on najpiękniejszy.

Każde zdjęcie, każdy kadr to zatrzymana chwila, która już nigdy później się nie powtórzy. To chwila zatrzymana przez aparat, aby móc później do niej sięgnąć, wziąć do ręki, przyjrzeć się i dokładnie sobie ją przypomnieć. W natłoku informacji jakie dostarczamy naszej głowie, w dobie Internetu tak trudno jest wszystko zapamiętać. Właśnie zdjęcia pomagają nam najlepiej przypomnieć sobie wiele sytuacji z przeszłości, które z dnia na dzień gdzieś się zacierają i powoli rozmywają. Nie ważne czym fotografujesz. Ważne jest to, że obecnie każdy może sobie naprawdę pozwolić na zdjęcia robione codziennie. Telefony z wbudowanym, bardzo dobrej jakości aparatem mają prawie wszyscy. Większość z nas nie rozstaje się z nim nawet na chwile i tylko od nas samych zależy czy zrobimy z nich użytek. Zatem nie musisz koniecznie mieć „wypasionego” drogiego sprzętu, aby móc tworzyć pamiątki, przede wszystkim dla siebie a także dla innych. Oczywiście posiadanie profesjonalnej lustrzanki miło przekłada się na lepszą jakość zdjęć.

Sięgając do zdjęć wykonanych kilka lat temu możemy z dystansem spojrzeć na siebie, jak wtedy wyglądaliśmy, czy tak naprawdę było się czym martwić, spojrzeć na swoje ciało z innej perspektywy. To naprawdę ma sens.

Ja osobiście przez naprawdę wiele lat nie lubiłam być fotografowana. Powiedziałabym, że raczej nie lubiłam patrzeć na efekt końcowy już czyli wywołane zdjęcie. Sam jednak proces cykania sobie fotek czasem bywał bardzo fajną zabawą… dopóki nie obejrzałam gotowych odbitek. Za bardzo skupiałam się na swoich „urojonych” defektach zamiast cieszyć się chwilą. Nie będąc już nastolatką zrozumiałam dopiero jak zdjęcia są ważne w życiu każdego z nas. Jak to jest cudownie móc obejrzeć siebie z okresu dzieciństwa czy pośmiać się ze swojej (i nie tylko) fryzury. Zobaczyć jak wyglądała nasza babcia i czy wrócić pamięcią do czasów nauki jazdy na rowerze. Bardzo żałuję, że mam tak mało zdjęć z dzieciństwa, a tak wspaniale byłoby móc zobaczyć siebie z czasów kiedy byłam niemowlakiem i sprawdzić czy już w wtedy miałam zadatki do bycia małą XLady 🙂

Teraz już zrozumiawszy siłę fotografii pozwalam sobie robić mnóstwo zdjęć. Mam ich naprawdę duuużo i ciągle mi mało. W głowie pojawiają się nieustannie nowe pomysły tylko często czasu brak na realizację każdej wymyślonej przeze mnie sesji. Dobrze, że mam przy sobie ukochanego fotografa, któremu jestem ogromnie wdzięczna za każdą fotkę!

Czym prędzej uświadomisz sobie jak fotografia jest istotna w twoim życiu, tym szybciej zaczniesz doceniać jej wagę, tym prędzej sięgniesz po aparat, aby uwiecznić ulotne chwile.

A więc do roboty!!! Rób sobie i innym zdjęcia! A za jakiś czas będziesz się z nich naprawdę cieszyć!

P.S. Ci zaś którzy myślą, że to przejaw jakiegoś narcyzmu powinni wreszcie zrozumieć, że to raczej dokumentowanie swojej historii, bo ona przecież niestety nigdy się nie wróci.
A dodatkowo kiedyś po latach będzie to także świetna pamiątka dla Waszych dzieci i wnuków… 🙂

Przygoda za miastem

Wieś. Często słowo to rzucane jest jako obelga. We wszelkich odmianach – coś jest wieśniackie, wsiowe, wiejskie, itp. Zawsze jednak przez to gorsze i godne pożałowania.

Słowo to do tego stopnia nabrało już pejoratywnego znaczenia, że nawet rzeczy nie mające żadnego związku ze wsią, którym ktoś chce umniejszyć na atrakcyjności też nazywane są wieśniackimi.

Pierwszymi zaś słowa tego użytkownikami są oczywiście osoby, które tak naprawdę nie wiedzą nawet o czym do końca mówią. Spaczony obraz wsi jaki mają w głowach swoich wykreowany pochodzi najczęściej jedynie z mętnego wyobrażenia na jej temat. Nigdy nie mieli okazji choćby przez rok a nawet i kilka tygodni pomieszkać tam, aby poznać prawdziwy smak takiego życia. Wizerunek swój wsi zbudowali co najwyżej na programach typu „Chłopaki do wzięcia” pokazujących dość skrajny jej obraz.

Ja oczywiście też doskonale sobie zdaję sprawę z zacofania na wielu płaszczyznach jakim cechuje się polska wieś w stosunku do miast naszych. A niestety pogłębia się ono do tego z roku na rok…

Ale! Czy to oby na pewno tylko wina ludzi ze wsi? Nie sądzę, w mojej ocenie problem ten jest znacznie większy i sięga on od polityki kraju naszego względem terenów wiejskich aż po najzwyklejsze ludzkie słabości… To jednak temat dużo szerszy i można by poświęcić mu pewnie oddzielny długi wpis.

Teraz natomiast mam ochotę napisać parę słów właśnie o zaletach życia na wsi. A że pierwsze 15 lat życia swego spędziłam tam, to znam je doskonale z własnego doświadczenia…

A może nawet będzie to pochwała wieśniaczego życia. Życia o którym paradoksalnie wielu mieszczuchów zaczyna marzyć po latach mieszkania w ciasnych blokowiskach, bez choćby małego skrawka własnego trawniczka czy tym bardziej ogródka. Po tym jak poczują się już wystarczająco przytłoczeni zagęszczeniem na metr kwadratowy w osiedlach gdzie developerzy nie zmarnowali żadnego metra i zabudowali przestrzeń tak, że zawistni najczęściej sąsiedzi w przysłowiowe gary zaglądać sobie mogą przez okna…

Na wsi jak nigdzie indziej możemy obserwować zmienność pór roku w otaczającej nas przyrodzie i żyć bardziej w zgodzie z naturalnym rytmem natury. Przebywanie na świeżym powietrzu i rozkoszowanie się widokiem „matki natury” pozwala łatwiej pokonywać problemy złego samopoczucia a nawet depresji.

Za budzik zamiast bezdusznego brzęczenia budzika posłużyć może poranne pianie koguta, śpiew ptaków budzących się o poranku…

Jeśli zależy nam na zdrowym żywieniu się i chcemy mieć radość ze spożywania własnoręcznie posadzonych warzyw i owoców, smacznych i zdrowych bez chemicznych nawozów to z łatwością możemy swój mały przydomowy ogródek stworzyć.

Ogród nasz pełen kwiatów i wszechogarniająca zieleń ukoją nerwy i nastawią pozytywnie na cały dzień. Będziemy mogli relaksować się w nim oddychając świeżym powietrzem – tak różnym od tego miejskiego przepełnionego spalinami.

Życie na wsi jest spokojniejsze, czas biegnie tu jakby wolniej i z tego powodu nie będziemy mieli przerażającego poczucia jak strasznie szybko życie nasze przemija… Dlatego też tego roku postanowiłam spędzić 2 tygodnie urlopu z dala od zgiełku miasta. To był bardzo relaksujący czas ładujący zarazem pozytywną energią „moje akumulatory” na jesienne szare dni.

Poniższe zdjęcia polecam tym razem oglądać przy muzyce. Za zgodą Pana Grzegorza Turnaua zamieszczam Wam poniżej piękny utwór świetnie ilustrujący, czym może być również wieśniacze życie. Pochodzi on z płyty „7 widoków w drodze do Krakowa”, którą Wam zresztą gorąco polecam 🙂

 

Blogotok 2015

Gdzie można spotkać ciekawe osoby, które w podobny sposób patrzą na świat, mają swoje pasje i chcą się nimi dzielić? Gdzie można oderwać się trochę od codzienności, spędzić dzień na inspirujących wykładach, posłuchać ludzi, którzy nie tylko podzielą się swoją historią ale też udzielą wielu wskazówek. Jeśli nie wiecie gdzie to już Wam zdradzam.

Oczywiście chodzi o Blogotok!

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi wyjaśniam, że Blogotok to wydarzenie integrujące różnotematyczną blogosferę. Spotkają się na nim blogerzy i vlogerzy z całego kraju i to jeszcze na dodatek w moim ukochanym mieście – Kielcach 🙂
Organizatorami tego wydarzenia są młodzi, energiczni ludzie, którzy oczywiście na co dzień prowadzą także swoje blogi z zupełnie różnych dziedzin.

 

Tym razem było to już trzecie takie spotkanie. Jego tematem przewodnim były social media jako „must have” każdego szanującego się internetowego działacza.

Na wejściu do budynku Parku Technologicznego, gdzie odbywała się impreza wszyscy dostali elegancko przygotowane zawieszki ułatwiające identyfikację uczestników wraz z adresami ich blogów. I już od godziny punkt 10.00 można było zanurzyć się w głębinach wiedzy przekazywanej przez kolejnych prelegentów. A plan był napięty i niezwykle interesujący.

Pierwszą prelegentką była Kasia Ogórek z twojediy.pl. To co najbardziej utkwiło mi w głowie z jej wykładu to to, że najbardziej liczy się ciekawy pomysł i wynikający z niego efekt końcowy. Nie ważne zaś czy do jego zrealizowania użyjesz najnowocześniejszego sprzętu czy też jedynie własnej kreatywności. Uświadomiłam sobie również, jak bardzo ważny jest kontakt z naszymi odbiorcami i to, że taki kontakt przynosi szybko wymierne obustronne korzyści.

Później zaprezentowała się Kasia Nowakowska prowadząca bloga kuchniabazylii.pl. Dzięki niej na nowo uzmysłowiłam sobie to, jak ważne jest, aby prowadząc bloga być po prostu sobą i nie kreować swojego sztucznego wizerunku lecz iść swoją drogą nie wzorując się przy tym uparcie na innych lub obecnie panujących trendach.

Następnie wystąpiła Magda Mirkowicz – autorka bloga mypinkplum.pl. Z racji tego, że na co dzień zajmuje się grafiką komputerową udzielała nam porad dotyczących wyglądu zewnętrznego bloga, ważności posiadania odpowiedniego logo, doboru używanych na nim czcionek czy też tła.

okladka_charlize-mystery-nie-mam-sie-w-co-ubracMiędzy prezentacjami odbywały się szybkie konkursy w których można było wygrać fajne nagrody. Mój blogujący również mężulek wygrał w jednym z nich fajną książkę. A tym milsze było to dla mnie, że on sam zrezygnował z nagrody niespodzianki przeznaczonej dla mężczyzny i poprosił o jej damską wersję specjalnie dla mnie.  A okazała się nią bardzo ciekawa książka (na grafice obok).

W czasie dłuższej przerwy przyszedł czas na tzw. małe co nieco. Można było spróbować naprawdę wielu smakowitości. Jedzenie dla nas przygotowali HanayaJOHN BURG, Renament – gastrobarGospodarstwo Sadownicze J@BUSKO.PL, Zapieckanki-Firma Bidna, Ale Solidna, Eko Farma Świętokrzyska/Kielce.

Wszystkie potrawy wyglądały niezmiernie apetycznie i były szybko rozchwytywane przez zebranych. Moje serce a raczej żołądek skradła swoim przepysznym sushi Hanaya. Czuję, że na pewno będę u nich częstym gościem.

Po tak pysznym jedzonku musieliśmy opuścić jednak z nieskrywanym żalem część dalszą spotkania bo  za niespełna godzinę odbywał się ślub naszego przyjaciela i dalszą część dnia i nocy bawiliśmy się już w nieco innym klimacie 🙂

Na tym Blogotoku zjawiło się bardzo wielu blogerów i aż miałam momentami wrażenie, że znam ich już od jakiegoś czasu choć przecież dopiero pierwszy raz ich widziałam na żywo. Wszystko to jednak za sprawą naprawdę świetnej atmosfery jaką udało się stworzyć Organizatorom. Żałuję jedynie, że nie było mi dane już po zakończonych wykładach udać się ze wszystkimi na wieczorne after party, które zapewne ułatwiło by mi jeszcze lepsze poznanie się z innymi kieleckimi blogerami. Mam jednak nadzieje, że następnym razem to my jako ostatni opuścimy imprezę.

W tym miejscu chcielibyśmy jeszcze koniecznie podziękować najmocniej jak się da Organizatorom i wszystkim sponsorom, bez których ta impreza nie miała by tak niesamowitego rozmachu.

I choć jeszcze dobrze nie ochłonęłam po tej, to już wypatruję następnej jej edycji! 🙂

Moje pierwsze spotkanie blogerek z krągłościami

W ubiegły piątek udało mi się wyrwać do Warszawy, aby wziąć udział w spotkaniu polskich blogerek plus size. Miejscem spotkania była mała kawiarnio-restauracja „Kubek I Ołówek”, w której można spróbować wegetariańskich i wegańskich potraw, napić się pysznej kawy czy też świeżo wyciskanego soku. Niestety na umówione miejsce dotarłam jednak z ponad godzinnym opóźnieniem, bo przyjęty przeze mnie na podstawie obliczeń Google Maps czas dojazdu wydłużyły potworne korki na trasie.

Na miejscu miło przywitała mnie jedna ze współorganizatorek spotkania – Iza (prowadząca bloga Adore My Size) – dziewczyna, której nie da się nie zauważyć. To istny wulkan energii, wszędzie jej pełno a przy tym to bardzo życzliwa i otwarta kobietka. Ledwo zdążyłam się rozgościć i oddech po męczącej podróży złapać a Ona już mnie do wywiadu dla vlogmag.pl porwała. Mam więc teraz tylko nadzieję, że w tym stresie nie nagadałam przed kamerką jakichś głupotek 😉

Drugim współorganizatorem tego spotkania były Big Bazazar pod szyldem którego wspólnie działają Magda i Iza. Dziewczyny naprawdę sprawnie pracują w środowisku plus size organizując m.in. targi i warsztaty by za ich sprawą zmienić stereotypowe myślenie na temat krąglejszych osób, a przede wszystkim zachęcają do tego, aby polubić siebie bez względu na rozmiar, który się posiada. Misja i myślenie dziewczyn są mi bardzo bliskie a rozmowa z nimi okazała się dla mnie bardzo budująca. Dziełem pozytywnej Magdy jest również blog Szafa Size Plus. Nasze spotkanie odbyło się pod patronatem telewizji internetowej vlogma.pl i zapewne też tam niedługo można będzie zobaczyć relację z niego. Zdjęcia zaś u mnie na blogu jak zwykle są autorstwa Fotograficzne podróże przez życie… 😉

Na spotkaniu udało mi się porozmawiać trochę też z Loti Size Plus. To przemiła osóbka, która nie sposób w mig nie polubić. Wprost zaraża wszystkich dookoła promieniującą od niej pozytywną energią! Po chwili rozmowy okazało się, że mamy nawet dość sporo wspólnego ze sobą…

Oprócz tego poznałam także piękną Grację z bloga Super Size XL, od której zapewne faceci nie mogą wręcz oderwać wzroku. Muszę tu napisać też koniecznie, że Ci którzy oceniają ją jedynie na podstawie fotek w Necie pewnie byli by zaskoczeni tym, jak ciepłą kobietką Ona jest, mimo tego, jak mylne wrażenie może sprawiać na niektórych… No ale to pewnie wszystko przez te piękne kruczo-czarne włosy… Wiem coś w końcu i ja o tym 😉

Spotkałam również Joasię z nieznanego mi do tej pory bloga Curves to Love i już w wolnych chwilach zaczęłam zgłębiać jej krągłe i pozytywne wpisy.

Na spotkaniu obecne były też Sylwia Balcerzak z Lady’s Place oraz Stanikomania!, które doradzały i opowiadały o ważności doboru odpowiedniego biustonosza jak również GRUBA Przesada i Paula Perez z którymi jednak nie miałam okazji zamienić więcej słów.

Na koniec zapozowałyśmy wspólnie do zdjęcia promującego akcję #ImNoAngel, która ostatnio robi furorę w Sieci a jej idea także mi przyświeca. Jeśli ktoś nie wie o czym mówię to zapraszam do poczytania ciekawie napisanego tekstu na ten temat tu.

Podsumowując…
Bardzo się cieszę, że miałam okazję uczestniczyć w takim fajnym spotkaniu i mam oczywiście nadzieje, że nie było ono ostatnim zaś na kolejnym będzie nas jeszcze więcej.

 

33 fakty na 33 urodziny…

Kilka dni temu osiągnęłam tzw. „wiek chrystusowy”, dziś imieniny… więc pomyślałam, że może wzorem innych blogerów napiszę parę luźnych ciekawostek o sobie…
Zapraszam do lektury i komentowania 🙂

  1. Mało brakowało i byłabym Faustyną. Na szczęście mama się opanowała w porę i zostałam Justyną.
  2. Mam 3 siostry i 2 braci, co na święta owocuje blisko 20 osobową ekipą dorosłych i dzieci. Jest jeden wielki młyn ale i tak jest wesoło.
  3. Bardzo lubię podróżować. Jak dotąd najbardziej urzekła mnie egzotyczna Kambodża.
  4. Uwielbiam makarony pod wszelką postacią, śledzie i sałatki.
  5. W tym roku odkryłam też dla siebie sushi. Póki co tylko kupowane ale mam plan niebawem swoje też zrobić.
  6. Jak większość kobiet mam skrzywienie na punkcie torebek, butów i świecidełek. I tylko te szafy jakieś takie mało są pakowne.
  7. Uwielbiam spać w ciepełku. Dość wcześnie się kładę by rano witać piękny świt.
  8. Lubię spotykać się z ludźmi ciekawymi i z pasją od których emanuje pozytywna energia. Maruderów i wszelkich innych malkontentów omijam szerokim łukiem.
  9. Samochodem jeżdżę szybko i dynamicznie a za kierownicą psioczę na inne ślamazarne baby i dziadków w kapeluszach.
  10. Nie umiem opowiadać kawałów, bo sama jestem rzadko przekonana o ich śmieszności.
  11. W liceum miałam myśl o tym, aby iść na studia do akademii wojskowej. W ostatniej chwili jednak zmieniłam decyzję i wylądowałam na politechnice.
  12. U lewej stopy mam nieco dłuższy środkowy palec niż u stopy prawej. Jednak jak się okazuje tylko ja to zauważam.
  13. Z reguły jestem małomówna ale za to jestem dobrą słuchaczką.
  14. Nie trawię ludzi którzy przeklinają notorycznie, ale gdy i mnie szał poniesie to potrafię rzucić wiązankę jak jakaś osiedlowa wywłoka. Na szczęście zdarza mi się to niezwykle rzadko a później mi wstyd jeszcze długo za siebie…
  15. Nie lubię zwierząt w domu. Toleruję co najwyżej z trudem złotą rybkę (dopóki nie muszę jej wymieniać wody).
  16. Żałuję, że nie mam 5 cm wzrostu więcej.
  17. W młodzieńczych latach trenowałam tenisa stołowego i strzelanie z KBKS-u.
  18. Ostatnio nadużywam słowa „dziwoląg”, bo bardzo je lubię.
  19. Nie potrafię ogarnąć ustawień tabulatorów w Wordzie choć tyle razy się uczyłam.
  20. Lubię „Seks w wielkim mieście” i seks w wielkim mieście.
  21. Bardzo często rumienię się bez powodu i zdarza mi się wstydzić również za innych.
  22. Zawsze gdy lecę samolotem muszę mieć ze sobą coś do picia, bo bez tego wnet dopada mnie jakaś dziwna panika, że sczeznę.
  23. Z dwojga złego wolę fotel ginekologiczny od dentystycznego.
  24. Cieszę się, że zebrałam się w sobie i zaczęłam jeździć na nartach, co powoduje że aż tak strasznie nie nienawidzę już zimy.
  25. Kręci mnie prowadzenie swojego bloga choć z systematycznością wpisów na nim mam jak widać pewne problemy.
  26. Muzyka, która wprawia mnie w dobry nastrój to utwory z płyty „Last Voices from Heaven”.
  27. Ukończyłam kurs wizażu ale niestety wiedza osoby prowadzącej go była dość mizerna. Na szczęście w Internecie udało mi się znaleźć tę brakującą wiedzę.
  28. Uzależniłam swoje dłonie od smarowania ich kremikami.
  29. Oddaję czasem honorowo krew dla ratowania życia ludzkiego.
  30. Miałam przyjemność zasuwać tyrolką o łącznej długości 1050 metrów nad lasem i kamieniołomami.
  31. W Tajlandii spełniłam jedno ze swoich fryzjerskich marzeń.
  32. Jedyna para butów „na płaskim” jaką posiadam, to te do biegania. A najwyższe moje szpilki mają obcas o wysokości 14 cm.
  33. Każdego niemal dnia dowiaduję się nowych faktów na swój temat… W końcu jak to pisała Wiesława Szymborska

[…]Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.
Mówie to wam
ze swego nieznanego serca.

Podsumowanie roku 2014 i plany na 2015

Rok 2014 się skończył i wiele osób robi sobie różne bilanse tego jak wyglądał on i co udało się osiągnąć nam. I ja więc skusiłam się m.in. o małą analizę i podsumowanie działań na moim blogu i funpage-u. Co prawda są one dość młode, bo powstały zaledwie kilka miesięcy temu i dopiero się rozkręcam, ale już jakąś informację zwrotną dają mi i pozwalają na wyciągnięcie pewnych wniosków dotyczących dalszego ukierunkowywania zawartości jaką planuję publikować.

Statystyki łatwo wygenerować z pomocą różnych narzędzi więc udało mi się zrobić małe zestawienie tego jakie treści wzbudziły Wasze największe zainteresowanie oraz reakcję.

Poniżej zatem podaję mały ranking wg kilku kryteriów (filmy, zdjęcia i linki):

Najczęściej oglądaną stylizacją była pierwsza część jesiennego tryptyku o jeansie:

//

Najczęściej komentowaną sesją na blogu była „mała czarna”:

//


Najczęściej oglądanym filmikiem na moim funpage była piękna rysunkowa historia życia kobiety

//


Serwisem, który najczęściej linkował do mojego bloga były logo_kraglosci gdzie zresztą w ubiegłym roku zaproponowano mi współredagowanie działu „Styl+Size”.

Serwisem zaś do którego najczęściej ja linkowałam był oczywiście mój domowy fotograf:zalewski_blog


Wierzę, że rok 2015 pozwoli mi na jeszcze większe zaangażowanie w projekt „XLady – Styl Plus Size” i dostarczy nam wszystkim wiele ciekawych wrażeń i inspiracji. Na pewno dojdą jeszcze konkursy, porady i jakieś wpisy na zupełnym luzie.

Ciekawa jestem Waszych opinii i dlatego zachęcam gorąco do komentowania poniżej i pisania czego najchętniej oczekiwalibyście Wy na moim blogu w 2015 roku. Bardzo zależy mi bowiem, by był on nie tylko miejscem moich pomysłów, ale także miejscem gdzie możemy wspólnie kontaktować się i wymieniać poglądy.

Pierwszy dziewiczy wpis… ;)

…czuję się bardzo podekscytowana nowym sposobem obcowania ze światem.

Jak dotąd byłam tylko biernym obserwatorem blogosfery. Podziwiałam osoby mające odwagę w taki sposób publicznie prezentować swoje poglądy i swój wizerunek, nie obawiając się krytyki i oceny obcych ludzi. W polskim Internecie gdzie tylu hejterów jest to jakby nie było spore wyzwanie.

Nie zważając jednak na to postanowiłam i ja spróbować tu swoich sił.